Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.

Z ojca na syna, czyli o sukcesji w firmach rodzinnych

Przedsiębiorcy
20.04.2017

Pierwszy etap sukcesji, gdy dzieci przejmują firmę od rodziców, przeżywa 30 proc. przedsiębiorstw; drugi, gdy trafia ona w ręce wnuków, 10 proc. – uznali naukowcy. Zdaniem praktyków biznesu im lepsze przygotowanie do sukcesji i większa o niej wiedza, tym pewniejsze jej powodzenie.

Okazją do rozmów na ten temat było spotkanie adresowane do właścicieli firm rodzinnych i ich następców zatytułowane „Wyzwania dla firm rodzinnych”, którego organizatorem była firma Deloitte. Odbyło się ono 20 kwietnia w Restauracji Venezia. Wzięli w nim udział nie tylko eksperci Deloitte i zainteresowani tematem przedstawiciele firm, ale też ludzie biznesu, którzy opowiadali o swoich doświadczeniach w zakresie sukcesji: Ryszard Prozner – wiceprzewodniczący rady nadzorczej, a wcześniej założyciel i współwłaściciel największego w Polsce producenta i sprzedawcy naczep i przyczep, firmy Wielton oraz jego syn Jakub Prozner – prezes i właściciel spółki Promet, jednego z największych zakładów w Polsce produkujących gwoździe, założonego przez jego ojca. A także Ryszard Wójcik – założyciel i właściciel istniejącego od 1983 r. Prywatnego Biura Podróży Sindbad, lidera międzynarodowych przewozów autokarowych w Polsce.

Ryszard Wójcik relacjonował, że sukcesja w jego firmie dokonała się już niemal w 99 proc. – przedsiębiorstwo od kilku lat przejmuje stopniowo jego syn Karol. - Brakujący jeden procent bierze się stąd, że ja wciąż w firmie jestem i pracuję – mówił.

Wspominał, że do zaplanowania i stopniowego przeprowadzenia sukcesji skłoniła go z jednej strony chęć zapewnienia ciągłości firmie, ale też odpowiedzialność społeczna za pracowników, których obecnie Sindbad ma ok. 800. - Cały czas prowadziłem działalność w oparciu o wpis do ewidencji działalności gospodarczej jako osoba fizyczna. Tymczasem nie wszyscy pewnie zdają sobie sprawę z tego, że przy takiej formie wraz ze śmiercią właściciela następuje rozwiązanie wszystkich umów, także tych o pracę. Uświadomiłem to sobie w 2005 roku, gdy zatrudnialiśmy około 320 kierowców. Gdyby mi się coś stało z dnia na dzień około 320 rodzin miałoby problem – opowiadał Ryszard Wójcik.

Zaznaczył, że przeprowadzenie sukcesji wymagało uświadomienia jej potrzeby nie tylko rodzinie, ale i pracownikom. Uczestnicy spotkania dopytywali go m.in., dlaczego akurat syn Karol – jeden z trzech synów Ryszarda Wójcika – został sukcesorem. - Starszy syn ma swój biznes. Najmłodszy wybrał samoloty i dziwi się, że w autokarze można chcieć spędzić kilkanaście godzin, skoro lot trwa godzinę – odpowiadał założyciel Sindbada. A podsumowując dodał: - Im lepiej będziemy przygotowani do sukcesji i im większą wiedzę będziemy o niej mieli, tym będzie nam łatwiej ją zaplanować i przeprowadzić.

- Kiedy byłem dzieckiem i słyszałem huk maszyn pracujących w firmie ojca, to zaklinałem się że nigdy nie będę u niego pracował. No bo kto chciałby robić gwoździe – żartował z kolei Jakub Prozner wspominając swoją historię. Od trzech lat to on kieruje Prometem, który produkuje obecnie ok. 15 tys. ton gwoździ. – Dziś, dzięki nowoczesnemu parkowi maszyn, nasze produkty są na najwyższym światowym poziomie i wciąż myślimy o rozwoju – relacjonował sukcesor.

Eksperci firmy Deloitte podpowiadali, że kwestie sukcesji pomagają regulować tzw. Konstytucje Firm Rodzinnych, które nie są aktem prawym, mają charakter niewiążący, ale nadrzędny. Powinny się one wpisywać w polski system prawny i opisywać m.in. kluczowe kwestie związane z własnością w firmie, zasadami dziedziczenia, zasadami wyjścia z firmy członków rodziny, ról rodziny w firmie czy ewentualnej likwidacji firmy. Najlepiej by towarzyszyły im konkretne dokumenty mające charakter prawny, np. testament, umowa darowizny, umowa wspólników czy intercyza.

W spotkaniu wziął też udział wicemarszałek województwa opolskiego Stanisław Rakoczy, który mówił że władzom samorządowym na Opolszczyźnie zależy na stworzeniu dobrego klimatu biznesowego, na tym, by rodzimi przedsiębiorcy korzystali z europejskich funduszy w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Woj. Opolskiego. Organizatorzy wydarzenia podkreślili, że w całym cyklu kilkunastu spotkań odbytych dotąd w Polsce to w Opolu było pierwszym, w którym uczestniczyli gospodarze regionu. - To świadczy o dobrym klimacie i wzajemnym zrozumieniu swoich potrzeb – zaznaczyli.

Dyrektor podlegającego samorządowi województwa Opolskiego Centrum Rozwoju Gospodarki Roland Wrzeciono podkreślił, że firmy rodzinne są ważnym elementem na gospodarczej mapie województwa opolskiego. - Mamy w regionie wielu przedstawicieli takich firm. Również dlatego np. dwukrotnie już organizowany był u nas zjazd firm rodzinnych – uznał.

Wśród poruszanych na spotkaniu tematów była też np. kwestia trwałości biznesu rodzinnego czy wyceny i wiarygodności firm rodzinnych.